Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

it-manager | 20/10/2018

Scroll to top

Top

Brak wypowiedzi

Gdy głowami menedżerów rządzi mobilność…

Gdy głowami menedżerów rządzi mobilność…

Wśród dobrych praktyk z zakresu mobilności najciekawsze są te z gatunku „light”, kiedy w miejsce mozolnego tworzenia monstrualnych systemów, „coś” z „czymś” sprytnie połączono, wykorzystano publicznie dostępne dane, zachęcono społeczność do współpracy i osiągnięto lepszy efekt przy minimalnych środkach – mówi Leszek Maśniak z Gartnera, w rozmowie z Robertem Jesionkiem.

 

Robert Jesionek: Co to znaczy, że głowami menedżerów rządzi dziś mobilność?

Leszek Maśniak: To znaczy, że konferencje o mobilności sprzedają się dobrze;-). W skali świata mobilność jest priorytetem numer 2 i od trzech lat nie opuszcza pierwszej trójki najważniejszych obszarów rozwoju. Co do managerów, to już różnie bywa z tym wyczuciem okazji. Łatwo jest napisać lub zamówić aplikację na smartfon, znacznie trudniej zamienić to w biznes. Mobilność klientów tworzy nowy typ interakcji sprzedawcy z nabywcą, ale to klient otrzymał większą moc – decydowania, wyboru, porównania cen, czy filtrowania niechcianych treści. W jednej z komedii Stanisława Barei klient w krawacie był opisywany jako „mniej awanturujący się”. Dziś powiedzielibyśmy, że klient ze smartfonem jest „awanturujący się bardziej” i trzeba z nim postępować znacznie subtelniej. Mobilność po stronie sprzedawców to przez wszystkim możliwość widzenia więcej i zrobienia więcej w procesie sprzedaży, a to już zahacza o technologie analityczne, które też muszą dawać możliwość, żeby całość zadziałała. Oczywiście zastosowane technologie muszą działać w chmurze, a klienci tworzą elektroniczne społeczności. W ten sposób dochodzimy do sedna, które Gartner nazwał „Nexus of Forces” – splot sił – mobilności, informacji, chmury i zjawisk społecznościowych. Te cztery elementy przeplatają się nam jak żywioły u Heraklita i trudno już dziś rozstrzygnąć, kto zaczął i które zjawisko napędza które. Wciąż jednak pozostaje pole dla zwykłej ludzkiej przedsiębiorczości, bo żadna technologia nie tworzy sama efektywnych modeli biznesowych.

W jaki konkretny sposób mobilność w sensie technologicznym wpływa na firmy w różnych branżach? – w jakich branżach ma największe znaczenie?

Niedawno przeczytałem złośliwy komentarz pod artykułem o premierze nowego modelu telefonu, z nowym lepszym aparatem i większą kartą pamięci i czymś tam jeszcze – „o, kolejny telefon dla likwidatorów szkód”. Komentarz bez wątpienia przesadzony, ale faktycznie mamy do czynienia z sytuacją w której możliwości szukają potrzeb, a nie odwrotnie. Polska jest liderem bankowości mobilnej, płatności mobilnych, płatności zbliżeniowych. Wyniki badań preferencji klientów zdają się jednak przeczyć wyobrażeniu firm o tym, czego ludzie oczekują od swoich telefonów. Najbardziej pożądanymi, i co więcej – wykonywanymi czynnościami na telefonach, jest odnajdywanie lokalizacji sklepów, opisów produktów oraz porównywanie cen. W połowie 2012 roku płatności mobilne znalazły się dopiero na 14 miejscu na liście życzeń klientów. Strona sprzedażowa prezentuje podobny rozdźwięk – wśród cech mobilnych systemów CRM, które są potrzebne sprzedawcom, na pierwszym miejscu wymieniana jest możliwość uzyskiwania szybkich akceptacji warunków dyskutowanych z klientem. W tym czasie producenci systemów rozwijają wszystko inne, włącznie z mobilnym fakturowaniem, ale mechanizmów akceptacji niekoniecznie. Te wzajemne poszukiwania będą jeszcze trwały dość długo i będziemy świadkami coraz to nowych zastosowań mobilności, z czego tylko niewielka część przetrwa próbę wyniku finansowego. Wśród zastosowań dojrzałych z pewnością należy wymienić mobilne punkty sprzedaży, kiedy sprzedawcy po prostu chodzą wśród klientów zamiast stać za ladą i na bieżąco przyjmują zamówienia i sami też zamawiają nowe towary.

 Na jakie dobre praktyki warto zwrócić uwagę?

Wykorzystanie mobilności nie powinno zaczynać się od przenoszenia aplikacji znanych z komputera na telefon, ale od projektu procesu biznesowego, który w innych warunkach nie byłby możliwy. Jeśli mamy pomysł na coś opartego na znajomości fizycznej lokalizacji klienta czy pracownika, to jesteśmy blisko idei mobilności. Wiedza o lokalizacji może służyć albo do skutecznego, kontekstowego oferowania, albo do obniżenia ryzyk fraudów, gromadzenia dodatkowych informacji, czy zarządzania personelem. Myśląc o możliwościach technologicznych w kategorii splotu zjawisk, warto zadać sobie pytanie – jaką rolę dane zjawisko, czy technologia ma odegrać w moim (!) innowacyjnym modelu biznesowym. Wszelkie rozważania na temat zwrotu z inwestycji w Cloud, mobilność, czy dowolny inny modny termin są z gruntu nietrafione. Zwrot z inwestycji w samą technologię owszem – jest osiągalny, ale dla dostawców tych technologii.

Czy dostawcy technologii mobilnych spełniają oczekiwania rynku? W jakim zakresie tak, a w jakim nie? O jakich faktach w tej kwestii “słuchać na rynku”?

Są przykłady zarówno wielkie, jak i mizerne. Najciekawsze są te z gatunku „light”, kiedy w miejsce mozolnego tworzenia monstrualnych systemów, „coś” z „czymś” sprytnie połączono, wykorzystano publicznie dostępne dane, zachęcono społeczność do współpracy i osiągnięto lepszy efekt przy minimalnych środkach. Z bardziej niż Polska rozwiniętych krajów dochodzą inspirujące historie o podnoszeniu bezpieczeństwa publicznego z wykorzystaniem aplikacji mobilnych, optymalizacji służb naprawiających drogi, obniżeniu kosztów wywozu śmieci, czy dynamicznie wycenianych usługach. To właściwie nie są systemy w klasycznym sensie, czyli oparte na stabilnych bazach danych, formularzach do wprowadzania i aplikacjach do analizowania. To są często pomysły integracyjne, posługujące się niedoskonałymi algorytmami kojarzenia zdarzeń, bez zadęcia i aspiracji do uporządkowania całego świata, ale perfekcyjnie potrafiące trafić w samo serce problemu, czy potrzeby we właściwym miejscu i czasie. To zupełnie inne podejście, niż tradycyjne segmentacje klientów, oceny rynków, kampanie i programy. Wydaje się to szokujące, ale taka oparta na emocjach gospodarka w wielu miejscach udowadnia swoją wartość. W Polsce też mamy ciekawe przykłady firm, które znalazły swoje miejsce w „Nexus of Forces”, ale że wszystkich wymienić nie sposób, a wyróżniać mi pod szyldem Gartnera nie wolno, wspomnę tylko o inicjatywach takich jak inteligentne miasta, gdzie mobilność, chmura, big data i społeczność, to fundamenty postępu. Miasta w Polsce mamy znacznie inteligentniejsze niż państwo, ale może to dobra kolejność, bo w mniejszej skali łatwiej o sukces.

W jakim stopniu trend mobilności będzie wpływał na firmy / branże w najbliższych latach? Z czym muszą się liczyć CIO w najbliższych latach – z jakimi inwestycjami, wydatkami, zmianami w zakresie technologii mobilnych?

W strategiach informatycznych przedsiębiorstw trzeba się przestawiać na myślenie o większej elastyczności. Czas życia rozwiązań bardzo się skrócił i coraz mniej jest pewników na których można budować plany. Obserwujemy wiele zmian, o jakich nam się nie śniło jeszcze kilka lat temu – firmy tradycyjnie polskie inwestują za granicą, największe przedsiębiorstwa zmieniają nagle siedzibę, czy zmieniają branżę, Polska stała się potentatem w branżach, o które nikt jej wcześniej nie podejrzewał, jak np. ośrodki badawczo rozwojowe, czy centra logistyczne, podczas gdy inne gałęzie bankrutują. IT w tej sytuacji musi uczyć się elastyczności, nie inwestować zbyt długoterminowo, uważnie obserwować otoczenie biznesowe i technologiczne i rozwijać zdolność szybkiego reagowania. To czego nauczyliśmy się przez ostatnie 10 lat nie wystarczy przez kolejne.

Dlaczego trend mobilności nie dotyka wszystkich firm? Dlaczego część z nich nie jest do niego entuzjastycznie nastawiona? I dlaczego nie warto dać się w tej kwestii zwariować?

Bo świat to nie tylko technologia informatyczna, a postęp nie dokonuje się skokowo. Jeśli informatyka jest traktowana jako narzędzie biznesu, to w wielu przypadkach właśnie zachowanie pierwotnej formy działalności jest najsłuszniejsza decyzją. Musimy pamiętać, że biznesowym obowiązkiem wielu managerów jest „wydoić krowę”, to znaczy eksploatować istniejący model biznesowy tak długo, jak wytwarza on zysk, bez ponoszenia nadmiernych inwestycji. Jedno z wielkich polskich przedsiębiorstw niedawno wymieniło 8-10 letnie komputery na nowe, a zdaniem krytyków zrobiło to przedwcześnie, bo na nowych komputerach robi dokładnie to samo co na starych. To zjawisko nie dotyczy tylko informatyki. Działające, tradycyjne modele biznesu będą współistniały z nowymi. Kilkanaście lat temu byliśmy przekonani, że sklepy internetowe spowodują upadek tradycyjnych, tymczasem te dwa światy nauczyły się fantastycznego współistnienia a wręcz nakręcania się nawzajem. Czy zatem biec za trendem, czy też mu się opierać? Odpowiem w sposób w jaki podobno najczęściej odpowiadają doradcy – to zależy. A od czego? A od sytuacji biznesowej każdej konkretnej firmy, a to już temat na dłuższą rozmowę i żadne generalne rady istnieć tu nie maja prawa.

Pobierz pełną wersję raportu “Mobilność”, z którego pochodzi wywiad.

Foto: Robert Jesionek

 

Wypowiedz się

Wszelkie prawa zastrzeżone