Image Image Image Image Image Image Image Image Image Image

it-manager | 15/12/2017

Scroll to top

Top

1 wypowiedź

Rozmowa: Ludzka twarz informatyki

Rozmowa: Ludzka twarz informatyki

Małgorzata Olszewska, CIO w Agora SA

IT z pewnością nie stanie się centrum zysku. Nie mamy takich ambicji. Niemniej otwarcie się na świat, wyjście poza własną organizację i współpraca z dostawcami oraz innymi firmami przynosi Agorze wiele unikalnych korzyści – mówi Małgorzata Olszewska, Dyrektor Pionu Technologii w Agorze w rozmowie ze Stanisławem Bochnakiem (Deloitte) oraz Robertem Jesionkiem (it-manager.pl).

 

Stanisław Bochnak, Robert Jesionek: Z rynku dochodzą sprzeczne informacje. Jedni bardzo zachwalają możliwości wyłaniające się z BYOD, inni uważają dokładnie odwrotnie, mówiąc, że to głównie kłopot dla firm i zagrożenie dla ich bezpieczeństwa. Na ostatnim spotkaniu CIO, przeważały opinie reprezentujące tę drugą, zdystansowaną opcję. A w Agorze chyba jest inaczej…? Jakie wyzwania niesie ze sobą BYOD?

Małgorzata Olszewska: W naszym przypadku BYOD jest koniecznością, ponieważ tworzymy treści na praktycznie wszystkie nośniki. Jesteśmy też firmą, z którą współpracują reporterzy, redaktorzy, „wolni strzelcy”. Oni korzystają z własnych urządzeń, a efekty ich pracy muszą trafić do firmowych systemów. Mamy wiele trudności z zarządzaniem prywatnym sprzętem, ale te urządzenia muszą być obecne w firmie. To jest rzeczywiście zmora dla zespołu IT. Trzeba wziąć przy tym pod uwagę dwa wyzwania: z jednej strony obsługę różnych prywatnych urządzeń dziennikarzy i redaktorów, a z drugiej – niezależnie od tego kto jest ich właścicielem – obsługę urządzeń Apple, które nie są przystosowane do wymagań korporacyjnych. Trudności dotyczą w szczególności obszaru, na który zwracamy w organizacji dużą uwagę, a mianowicie zarządzania licencjami na oprogramowanie wykorzystywane w firmie.

Niestety nad prywatnymi urządzeniami praktycznie nie można zapanować. A ryzyko jest duże. W najlepszej wierze współpracownik wykonuje projekt na własnym urządzeniu, nie mając nawet świadomości, że robi to nielegalnie, ponieważ pobrał oprogramowanie, które jest darmowe do użytku prywatnego, ale już nie jest darmowe, jeśli chce się je wykorzystać w firmie. Albo inny przykład: komuś pasowała jakaś czcionka, to ją pobrał. Była darmowa wyłącznie do celów niekomercyjnych, ale została wykorzystana w tekście prezentowanym na stronach firmowych i w tym momencie przestała już być darmowa. To jest poważne wyzwanie. A jednocześnie specyfika firmy sprawia, że nie da się tego w żaden sposób ominąć.

BYOD kojarzy się zwykle ze sprzętem, ktoś przynosi do firmy własne urządzenie. A Pani mówi, że jeszcze trudniejsze zadanie wiąże się z oprogramowaniem…

Warstwa fizyczna tego zagadnienia jest w pewnym sensie oczywista. O niej dużo się mówi. Można znaleźć rozwiązania, skorzystać z doświadczeń innych. Dostawcy IT oferują już narzędzia pozwalające na w miarę bezpieczne korzystanie z zasobów firmowych na prywatnym sprzęcie. Jednak w naszym przypadku warstwa oprogramowania rodzi o wiele większe ryzyko – finansowe i wizerunkowe. Pracownicy mogą wykorzystywać oprogramowania, które mają na swoim urządzeniu. Mają do tego prawo ale także przyjmują za to odpowiedzialność. Nie jesteśmy w stanie tego w pełni kontrolować.

Jaką rolę odgrywa w tym procesie IT? Bo przecież ma w tym udział też dział prawny zawierający umowy z pracownikami, odpowiedzialny za prawa autorskie. Kto ostatecznie za to odpowiada?

W dużym uproszczeniu: jesteśmy firmą niejednorodną i rozproszoną. Jako IT jesteśmy na końcu “łańcucha pokarmowego”, ale jednocześnie „pierwszym winnym”. Mamy oprogramowanie do zarządzania licencjami. Wszystko co kupujemy dla firmy w ramach grupy kontrolujemy – wypracowaliśmy mechanizmy, automaty – monitorujemy stan licencji, wykorzystanie, kto z czego korzysta i wykrywamy czasem, że ktoś zainstalował sobie coś czego nie powinien. Wtedy wysyłamy komunikat do pracownika i jego przełożonego, żeby zostało to usunięte. Pod tym względem sytuacja jest opanowana.

Ale bez edukacji, wewnętrznych szkoleń, które robimy od ponad roku, tego się nie da opanować. Tak długo jak ludzie nie będą mieli świadomości to nie będziemy skuteczni. Przykładowo licencje na czcionki – materia jest bardzo skomplikowana, bo w grę wchodzą tzw. pola eksploatacji. Często spieramy się z użytkownikami, tłumacząc że nie możemy im czegoś zainstalować, bo nie mamy prawa akurat do takiego zastosowania – możemy np. wydrukować w Gazecie Wyborczej, ale już nie w czasopiśmie.

Wszystkie te informacje są w jakimś dedykowanym systemie?

Tak, system help desk został rozszerzony o moduł do zarządzania licencjami. Pozostaje jednak temat operacyjnego zarządzania dystrybucją oprogramowania oraz optymalizacji wykorzystania licencji. Często zdarzają się sytuacje, że dane oprogramowanie jest potrzebne tylko do wykonania konkretnego projektu, produktu. Później może zostać odinstalowane i wykorzystane przez kogoś innego. Dostępne standardowe narzędzia nie mają pewnych funkcjonalności, które dla nas są kluczowe, np. obsługa urządzeń Apple czy inwentaryzacja specyficznych rodzajów oprogramowania. Przykładem specjalistycznych rozwiązań są np. serwery fontów, które są repozytorium dla wszystkich czcionek. Taki serwer pozwala na dostarczenie czcionek do użytkowników bez względu na typ urządzenia, a później zabieranie ich po użyciu z powrotem do firmowej puli.

Kontynuując temat BYOD – co jeszcze stwarza trudności?

Każde urządzenie, które ma podłączyć się do naszej sieci, musi zostać zarejestrowane. Nie można połączyć się tak po prostu. Dbamy o to przede wszystkim, żeby nie wpuścić wirusów i urządzeń, które nie są autoryzowane. Niestety nie uciekniemy od tego, że użytkownik może zrobić coś niezgodnego z polityką firmy. Jeśli ktoś będzie chciał skopiować wrażliwe dane z firmy i je wynieść, to pewnie to zrobi. Tutaj kluczowe znaczenie ma edukacja.

Agora zgadza się na wykorzystywanie własnego sprzętu pracownika. A czy sprzęt kupowany przez firmę jest wystandaryzowany?

Mamy pewne standardy. Są różne rodzaje sprzętu certyfikowanego przez IT. Użytkownicy zamawiają go z katalogu. Mamy takie urządzenia, na których jesteśmy w stanie skonfigurować naszą pocztę, synchronizację. Wiemy, że nasze własne specyficzne aplikacje działają na tych urządzeniach. Użytkownik wie, jaki sprzęt jest przez nas dopuszczany do użytku. W związku z tym naprawdę niedużo mamy niestandardowego sprzętu. To wyjątki, które są solidnie uzasadnione.

Czy komputery Mac kupowane są dla pracowników?

U nas to jest akurat standard – zarówno Mac jak i iPad. Trudno sobie wyobrazić pracę grafika bez Maca. Mamy więc tego sporo. Trzeba je niestandardowo obsługiwać, bo użytkownik jak się rozstaje z firmą, to urządzenie pozostaje jego osobistym urządzeniem, więc posiadamy procedury, które to urządzenie czyszczą. Mamy wiele lat praktyki. Podejrzewam, że cały trend BYOD i wszystko, co z nim związane, my mieliśmy, zanim został on zauważony przez rynek. W dobrych czasach dla Agory, IT kwitło. Kiedy pojawiała się nowa technologia, to ją kupowaliśmy. Czasem coś leżało na półce i się kurzyło, ale zbieraliśmy doświadczenia.

W takim razie zapytamy o inny trend: Big Data. Czy Agora prowadzi projekty w tym obszarze?

Zacznę od tego, że mam alergię na hasło Big Data. Uważam, że to genialny chwyt marketingowy dostawców, którzy tradycyjne rozwiązania BI rozbudowali o moduły Big Data. Zawsze aktualne jest pytanie – po co? Po co Big Data?

Dla mnie trendem jest raczej Smart Data. Gromadzimy – z rożnych powodów – ogromne ilości danych. Najważniejsza sprawa polega na tym, żeby odsiać to, co jest esencją i co jest istotne dla organizacji, a całej reszcie – jeśli koniecznie trzeba ja przechowywać – nie poświęcać uwagi. Ograniczmy się do wyciągnięcia tego co najistotniejsze. To jest fajny trend, na fali którego można zrobić mnóstwo projektów, tylko co z tego wynika. Jak z tego ogromu danych wyciągniemy to, co firmę posunie do przodu?

Tempo życia jest ogromne, świat się zmienia. Urządzenia niemalże stają się jednorazowe, ale czy jesteśmy w stanie to wszystko wykorzystać? Trzeba na chwilę zwolnić, zatrzymać się i zastanowić, co z tego wynika. Nawet jeśli nie wydaliśmy mnóstwa pieniędzy. Przykładem może być Hadoop. Mamy trzy klastry, które kosztowały stosunkowo niewiele. Trzeba się zastanowić, czy wtedy kiedy my budowaliśmy te gigantyczne modele, świat poszedł do przodu, a my nadal tkwimy w starym modelu i generujemy miliard raportów, które cały czas pokazują nam rzeczywistość z tej samej perspektywy. Moim zdaniem esencją Big Data powinno być wskazywanie obszarów o największym potencjale biznesowym.

Wspomniała Pani o Hadoop. To technologia wymagająca znacznej wiedzy…

Z Hadoopem pracujemy bardzo długo. Dużo pracy przed nami, to bardzo dynamicznie rozwijająca się technologia, podobnie jak inne obszary baz nonSQL. Ale nie boimy się, mamy duże zespoły i ludzi, którzy lubią wyzwania technologiczne. Czasem nawet te chęci trzeba temperować, bo przykładowo modyfikacje w jądrze Linuxa nie są dla firmy niezbędne.

Ja rozumiem podejście programistów. Sama byłam kiedyś developerem i lubię pogrzebać w kodzie. To daje satysfakcję, ale nie można sobie na to przesadnie pozwalać, bo inaczej wszystko rozejdzie się w szwach. Na marginesie może warto dodać, że takie własne doświadczenia z niższych stanowisk pomagają mi w pracy menedżera. Człowiek powinien przejść pełną ścieżkę, popełnić kilka błędów, przewrócić się. To pozwala lepiej zrozumieć złożoność wyzwań. Jednocześnie ważne jest także czucie biznesu i branży w której się pracuje. Czy się nam to podoba czy nie, IT jest dostawcą usług.

Czy ta świadomość pełnienia funkcji usługowej jest obecna w zespole?

Tak, choć oczywiście każdy jest inny. Co ciekawe, ja jestem jednym z najkrócej zatrudnionych pracowników w ponad 100 osobowym dziale. Mamy stabilny, emocjonalnie związany z firmą i bardzo zaangażowany zespół. Praktycznie nie korzystamy z outsourcingu. Kiedyś się zastanawiałam nad outsourcingiem help desk. Finansowo może dałoby się to uzasadnić, ale argumentem który przeważył było to, że dla ludzi stanowiłoby to cios. Pomimo tego, że mieliby zostać zatrudnieni przez przyszłego usługodawcę, to praca dla Agory była dla ludzi ważna. Bo oni własnymi rękami tę firmę i te systemy budowali. To jest ogromna identyfikacja z firmą. Staram się nie reagować emocjonalnie w pracy, ale bardzo mnie to poruszyło w pozytywny sposób.

Firma przechodziła trudne momenty, rynek mediów bardzo się zmienił. Musiałam dwa razy przeprowadzić zwolnienia grupowe. Wiele mnie to kosztowało pod względem obciążenia psychicznego, ale podejście ludzi dobrze obrazuje pewna sytuacja z tym związana. Jeden z pracowników dostał wypowiedzenie, został zwolniony z obowiązku świadczenia pracy. Poszedł do domu i kilka godzin później wydarzyła się awaria. Było zagrożenie, że Gazeta się nie ukaże. Ten człowiek przyjechał – bez proszenia go o to, bo dostał jeszcze informację z automatu – siedział do rana i pracował nad rozwiązaniem problemu. To właśnie tacy ludzie i taki zespół.

A czy uważa Pani, że takie chęci zabawy technologią, których była mowa nieco wcześniej, mogą być czymś korzystnym dla firmy?

Zdecydowanie są korzystne. Trzeba je tylko dobrze ukierunkować. W tej chwili wchodzimy z coraz lepszym skutkiem we współpracę z dostawcami i innymi firmami, w obszarze rozwoju i dostępu do nowych technologii. To doskonała możliwość pokazania się dla pracowników. Nakłady są niewielkie, a zyski znaczne. Przykładowo, jesteśmy beta testerami różnych technologii. Wyzwania, które się u nas pojawiają nawet dla dużych międzynarodowych firm bywają zaskakujące w skali globalnej.

Jesteśmy poligonem doświadczalnym i klientem referencyjnym, czyli jesteśmy w stanie stworzyć lab dla potencjalnego klienta. Można do nas przyjść i w naszym środowisku przekonać się czy technologia będzie pasować.

Współpracujemy też z innymi firmami, czasem nawet z konkurentami w pewnych obszarach. Wymieniamy doświadczenia z innymi użytkownikami, w ramach „barteru” świadczymy sobie usługi wzajemnie. Taką współpracę mamy np. w obszarze systemu ERP. Niedawno odbyło się u nas pierwsze inauguracyjne spotkanie sympatyków systemu JD Edwards. Taką współpracę mamy także w obszarze zarządzania licencjami na oprogramowanie. Zorganizowaliśmy dwa cykle seminariów poświęconych SAM wspólnie z Allegro.

Takie działania pozwalają ludziom oderwać się od codzienności, mieć kontakt z nowymi technologiami. To forma edukacji, wymiany doświadczeń. Zupełnie czymś innym jest pójście na szkolenie czy konferencję. I nie mówię, że takie tradycyjne formy są złe. Też są potrzebne, ale taka bezpośrednia wymiana doświadczeń między firmami przynosi wiele unikalnych korzyści.

To w pewnym sensie źródło innowacji. Szeroka, otwarta wirtualna organizacja IT, która się uczy. Obserwujemy taki trend, ale ma on jeszcze niszowy charakter. Myśli Pani, że to może się zmienić?

Raczej nie, pozostanie w niszy. Trudno się spodziewać, że np. instytucje finansowe będą tak bardzo otwarte. Nam na pewno jest łatwiej. Z drugiej strony jest też sporo organizacji, ludzi, którzy są tak przeładowani codziennymi obowiązkami, że nie mają czasu i chęci na takie inicjatywy.

My musimy wychodzić poza schematy i poza trendy, bo pozostaniemy w tyle. Generalnie to forma, która się u nas sprawdza, bo mamy taki a nie inny zespół. Agora rosła przez akwizycje. To jest niejednorodne środowisko pod względem informatycznym. Różne systemy i rozwiązania IT. Połączenie outdooru i świata mediów – prasy, gier, filmu, książki. Dzięki tej mieszance powstają ciekawe pomysły. Teraz kończymy prace nad projektem zainicjowanym przez jednego z programistów, który będzie skomercjalizowany. Na razie mogę powiedzieć tylko tyle, że niedługo na rynek trafi bardzo fajna rzecz.

O, proszę: programista twórcą komercyjnego projektu! To jest bardzo ważne. Wszyscy przecież chcą organizacji IT, która podawałaby biznesowi pomysły na to, co jeszcze można zrobić…

Moim zdaniem nie wszyscy chcą takiej organizacji IT. Dużo się o tym mówi, ale w praktyce, to strona biznesowa uważa, że IT w dużej mierze powinna siedzieć „w piwnicy”, bo mówią dziwnym językiem i nie rozumieją biznesu. To się czasem również u nas objawia. Teraz biznes chętniej z nami rozmawia, ale początki były trudne. Są pola gdzie nam się świetnie współpracuje, ale są obszary hermetyczne. Kluczem do sukcesu jest takie podejście do sprawy, żeby sprawić, że to biznes wpada na pomysł. Tak długo drążymy temat, że ostatecznie ktoś do nas przychodzi i mówi: mam pomysł, a Wy pomożecie mi go zrealizować.

Na zdjęciu: Małgorzata Olszewska, Agora.
Foto: Łukasz Król

Zobacz także:

 Przechwytywanie

 

Comments

Wypowiedz się

Wszelkie prawa zastrzeżone